Historie klientów: Pierwszy raz zapłacili sami. Drugi raz zapłacił ubezpieczyciel

Poradnik finansowy

Udostępnij ten artykuł:

Facebook
LinkedIn
WhatsApp
Email

Awaria instalacji wodnej może w kilka godzin zamienić zwykły dom w plac budowy. Przekonali się o tym Katarzyna i Paweł, którzy kilka lat temu musieli wydać niemal 40 tys. zł na usunięcie skutków zalania. Ich podstawowa polisa nie obejmowała wszystkich strat.

Po remoncie postanowili dokładniej przyjrzeć się zakresowi ochrony. Dwa lata później doszło do kolejnej awarii. Tym razem szkody również były poważne, ale większość kosztów pokrył ubezpieczyciel.

Najważniejsze fakty

  • Klienci: Katarzyna i Paweł, właściciele segmentu pod Warszawą
  • Pierwsza szkoda: pęknięty przewód doprowadzający wodę do łazienki
  • Koszt pierwszego remontu: prawie 40 tys. zł
  • Problem: podstawowa polisa nie obejmowała wszystkich powstałych szkód
  • Działanie: rozszerzenie zakresu ubezpieczenia domu i wyposażenia
  • Druga szkoda: rozszczelniony wężyk pod zlewem
  • Efekt: ubezpieczyciel pokrył koszty objęte zakresem polisy a w ramach assistance zorganizowano hydraulika

Sytuacja klientów

Katarzyna i Paweł kilka lat temu kupili segment pod Warszawą. Nieruchomość była stosunkowo nowa, dlatego nie zakładali, że w najbliższym czasie mogą czekać ich poważne awarie.

Mieli ubezpieczenie nieruchomości wymagane przy kredycie hipotecznym. Polisa obejmowała przede wszystkim mury i podstawowe ryzyka związane z budynkiem. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że dom jest odpowiednio zabezpieczony.

Pewnej zimowej nocy okazało się jednak, że samo ubezpieczenie nieruchomości nie musi oznaczać pełnej ochrony właścicieli.

Kilka godzin wystarczyło, żeby powstały straty na dziesiątki tysięcy złotych.

Pękł przewód doprowadzający wodę do łazienki na piętrze. Woda przez kilka godzin przedostawała się do kolejnych części domu. Uszkodzone zostały między innymi strop, ściany, podłogi i zabudowa kuchni. Ucierpiały również meble, sprzęt elektroniczny oraz część instalacji elektrycznej.

Dopiero wtedy klienci dokładnie sprawdzili, co obejmuje ich polisa. Okazało się, że zakres ochrony nie odpowiada skali powstałych strat. Ubezpieczenie chroniło przede wszystkim konstrukcję budynku, ale nie obejmowało w odpowiednim zakresie wyposażenia, szkód wodnych ani kosztów poszukiwania miejsca awarii.

Efekt?

Remont kosztował rodzinę prawie 40 tys. zł. Katarzyna i Paweł musieli sięgnąć po oszczędności przeznaczone na wakacje, a część wydatków sfinansować niewielkim kredytem gotówkowym.

Po pierwszej szkodzie zmienili podejście do ubezpieczenia

Po zakończeniu remontu klienci postanowili dokładniej przeanalizować swoje zabezpieczenie. Podczas spotkania sprawdziliśmy nie tylko samą nieruchomość, ale również to, co znajduje się w domu i jakie koszty mogą pojawić się w przypadku awarii.

W efekcie zakres ochrony został rozszerzony między innymi o:

  • zalanie i szkody wodne,
  • wyposażenie domu,
  • koszty poszukiwania i usunięcia przyczyny awarii,
  • przepięcia,
  • assistance domowy,
  • odpowiedzialność cywilną w życiu prywatnym.

Kluczowa zmiana polegała na tym, że ubezpieczenie zaczęło uwzględniać nie tylko sam budynek, ale również rzeczywiste potrzeby właścicieli. Wtedy Katarzyna i Paweł nie wiedzieli jeszcze, jak szybko ta decyzja może się przydać.

Dwa lata później historia się powtórzyła

Minęły dwa lata. Tym razem problem pojawił się w kuchni. Rozszczelnił się wężyk pod zlewem, a woda zaczęła przedostawać się na podłogę i do sąsiadującego pomieszczenia. Uszkodzone zostały dolne szafki, podłoga oraz fragment ściany.

Sytuacja wyglądała znajomo, ale tym razem pierwszym krokiem nie było zastanawianie się, skąd wziąć pieniądze na remont. Katarzyna zadzwoniła na infolinię ubezpieczyciela.

W ramach assistance został zorganizowany hydraulik, który usunął przyczynę wycieku. Następnie rzeczoznawca ocenił zakres szkód, a ubezpieczyciel wypłacił środki na pokrycie kosztów objętych ochroną, w tym remont i wymianę uszkodzonego wyposażenia.

Tym razem największym problemem był termin ekipy remontowej

Druga awaria również oznaczała stres, sprzątanie, remont i konieczność poradzenia sobie z niedogodnościami w domu. Różnica była jednak zasadnicza. Za pierwszym razem każda faktura oznaczała kolejne uszczuplenie oszczędności. Klienci musieli finansować naprawy z własnych środków i dodatkowo sięgnąć po kredyt.

Za drugim razem koszty objęte ochroną zostały pokryte z ubezpieczenia. Największym problemem nie było już znalezienie pieniędzy na remont, ale znalezienie odpowiedniego terminu dla ekipy, która miała go wykonać.

Co pokazuje ta historia?

Ta historia dobrze pokazuje różnicę między posiadaniem ubezpieczenia a posiadaniem ubezpieczenia dopasowanego do rzeczywistych potrzeb.

Podstawowa polisa może zabezpieczać nieruchomość w zakresie wymaganym przez bank, ale niekoniecznie obejmować wszystkie elementy, które dla właściciela domu mają znaczenie finansowe. Zakres ochrony może dotyczyć między innymi budynku, wyposażenia, szkód wodnych, przepięć, kosztów usunięcia awarii czy pomocy w ramach assistance – zależnie od wybranej polisy.

Dlatego przy zakupie ubezpieczenia warto sprawdzić nie tylko jego cenę, ale przede wszystkim:

  • jakie zdarzenia są objęte ochroną,
  • jaka jest suma ubezpieczenia,
  • czy ochroną objęte jest wyposażenie,
  • czy polisa pokrywa koszty poszukiwania przyczyny awarii,
  • czy obejmuje assistance,
  • jakie są wyłączenia odpowiedzialności.

Pierwsza szkoda nauczyła Katarzynę i Pawła, że sama polisa nie zawsze wystarczy. Druga pokazała, jak dużą różnicę może zrobić odpowiednio dobrany zakres ochrony.

Pierwsza awaria kosztowała ich prawie 40 tys. zł. Druga była równie uciążliwa, ale tym razem nie zrujnowała domowego budżetu.

Zakres ochrony oraz wysokość wypłaty zawsze zależą od warunków konkretnej polisy, sum ubezpieczenia oraz zastosowanych wyłączeń odpowiedzialności.

Dziękujemy

Formularz został wysłany